Wszystko jest bardzo. Powinno być jakieś. Dobre, złe, piękniuchne. JAKIEŚ. A jest tylko bardzo. Jakiekolwiek, a nie konkretnie jakieś. Bylejakości przeciwstawiajmy jakość. Jakkolwiekowości – kolwiekowość. Jakotakowości – pewności. Bardzo niczemu – bardzo coś.
Definiując niedefiniowalne chcemy połechtać piętę Absolutu, by ten łaskawym okiem spojrzał na akta twórcze, które są wytworami naszej aktywności. Chcemy anarchii moralnej, która stwarza przestrzeń dla “ja”, nie naruszając zachowań społeczeństwa; chcemy crossdressingu w szatach Freuda; chcemy naleśników z powidłami. Naleśników z suchej mąki i idei, które jak drożdże pęcznieją i fermentują, jak to mają w zwyczaju. Powideł z myśliwek i słowideł, które w kotle głowy nie raz i nie dwa wrą. Przed zerwaniem zasłony, za którą tożsamość oddaje się bezimienności w zamian za czułe słówka, musimy sobie powiedzieć wprost: !
Tak! Będziemy mówić wprost! Mówiąc wspak sami ograniczylibyśmy sobie zasięg zrozumiałości naszych nas, a wtedy świat czeka Obróbka Skrawaniem.
To nie jest manifest. Manifest będzie obiadem po musztardzie, antykoncepcją po aborcji, kontrkulturą bez kultury, Księgą Wyjścia tuż za Furtką Spisu Treści – na ironię, na pohybel, na razie.
13 styczeń 2009 o 21:12
Bardzo !
19 styczeń 2009 o 22:38
Mmmmm! Bajka. Tylko pić wino i czytać. Palce lizać.
P.S. Dzięki za komentarz.
7 marzec 2009 o 15:31
zareklamowałam was
a co tam, niech ludzie się ukulturalniają